Co nieco polskich

„Miłość”, reż. Sławomir Fabicki

Tytuł, w którym zawiera się temat filmu jest być może wyświechtany. Jednak Sławomir Fabicki, z dobrym skutkiem, pokazuje obrazy, które nie banalizują tematu miłości, jak to się dzieje w komediach romantycznych lub piosenkach disco polo. Trudno jest podejmować temat miłości w czasach kojarzenia jej z sexem lub stanem  odurzenia drugą osobą, bez postrzegania miłości jako poświęcenia, wyrozumiałości, dobra. Film jest bardzo dobrym ujęciem tematu bez czarno-białej oceny  wyborów życiowych bohaterów, dlatego nie jest sztampowy i przewidywalny, jak w „serialowych” tasiemcach. Polecam wszystkim, którzy chcą podczas filmu trochę się zastanowić, żeby potem przejrzeć się w lustrze .

 

 

„Drogówka”, reż. Wojciech Smarzowski

To kolejna porcja dobrego kina marki Smarzowski i jego trupa aktorska. Przedstawiciele tzw. „drogówki” są na pierwszym miejscu tych, którzy przeszkadzają nam łamać prawo, bo przecież za kółkiem musimy nieustannie się spieszyć. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że film będzie tylko śmieszny, typu chłopcy „radarowcy”, że rozbawią żarty związane z próbą skorumpowania przedstawicieli władzy lub osobliwe tłumaczenia kierowców. Okazuje się, że daleko tu do komedii, film jest „ mocny” i dosadny. Tak wstrząsający, że wolałoby się nie pamiętać części scen. Dla tych emocji czy chęci wyrzucenia z pamięci tego, co oburza, warto go zobaczyć.

 

 

„Syberiada polska”, reż. Janusz Zaorski

To kino historyczne i, myślę, obowiązkowa pozycja filmowa zarówno gimnazjalisty, jak i emeryta. Często się mówi, że film historyczny staje się wybitnym dziełem, przez to właśnie, że podejmuje rodzime, ważne sprawy z przeszłości. Z drugiej strony może nie warto oburzać się, że klasy szkolne napędzają statystyki popularności, bo nieznane, nieraz podstawowe, tematy historyczne mają szansę trafić do świadomości przez kino. Książki w Polsce czyta mniejszość, dlatego film bywa jedynym skutecznym promotorem polskiej kultury czy  historii w czasach, kiedy bardziej liczy się refleks niż refleksja.

 

 

„Układ zamknięty”, reż. Ryszard Bugajski

Temat korupcji i nadużyć urzędników jest zawsze smakołykiem dla czytelnika tabloidów, więc i na film z tym związany jest zapotrzebowanie w każdym kraju i w każdym czasie. Inspirującą okazała się  sprawa biznesmena,  Romana  Kluski, oskarżonego  o wyłudzenie podatku VAT , potem uniewinnionego, tyle że już zrujnowanego. Znamienne, że sponsorami filmu zostali przedsiębiorcy, co może tym bardziej zachęcać do obejrzenia i fanów political fiction, i fanów dobrego kina.     

 

 

 

„Tajemnica Westerplatte”, reż. Paweł Chochlew

Kolejnym filmem ciekawie opisującym zmagania wojenne Polaków  jest „Tajemnica Westerplatte”. Trudno w tym gatunku zrobić coś nowego, lepszego niż ujęcia Janusza Kamińskiego w filmie „Szeregowiec Ryan”. Jednak forma w tym filmie była raczej sprawą drugorzędną, bardziej liczyła się treść. Jak wiemy długo trwały spory o treść i dotarły aż na wysokie szczeble władzy. Można było stwierdzić, że wraca cenzura i wolność sztuki jest zależna od ministra. Jednak chyba tak się nie stało i film dotarł do kin, a teraz został wydany na dvd. Nie ma tam idealnych żołnierzy i ich dowódców, historii bez skazy i to chyba najlepsza reklama tego filmu. Polecam dla tych, którzy nie boją się poznawać trudnej prawdy.  

 

 

Papusza

 

Ostatni film słynnej polskiej pary Joanny Kos-Krauze i św. pamięci Krzysztofa Krauzego, to  przejmujący film, pokazujący historię życia romskiej poetki Papuszy i grupy etnicznej, w której żyła. Trochę to baśniowa opowieść,  swoiste  „kino drogi”, gdzie ówcześni koczownicy walczą o zachowanie tajemnicy związanej tradycją i językiem. W tym filmie poezja znowu staję się ważna i ma wymiar fundamentalny. Andrzej Stasiuk w jednym z felietonów napisał o Romach i ich historii tak: „Siedemset lat w nieprzychylnym i często nienawistnym środowisku to jest imponujący wynik. Siedemset lat bez znaczących kompromisów i ustępstw to jest coś, co musi budzić podziw”. W tym filmie można znaleźć wszystko, z wyjątkiem banalnego ujęcia tematu. Warto ten film obejrzeć, choćby po to, by zobaczyć piękne ujęcia, których w tym filmie nie brakuje.

 

W imię

Jeśli uznać, że jedną z ważniejszych ról filmu jest wywoływanie emocji, to W imię realizuje to wzorowo. Reżyserka Małgorzata Szumowska słynie z podejmowania trudnych społecznie tematów (Sponsoring , 33 sceny z życia) i tutaj nie zawodzi. W społeczeństwie polskim, gdzie tolerancja dla każdej inności jest wyzwaniem, jest to kolejny film  zrobiony pod prąd. Problemy księdza pracującego i żyjącego w małej wiosce, kryzys wiary, samotność… i konsekwencje. Warto obejrzeć, by wyrobić sobie własną opinię.

 

 

Maciej Szupiluk