Odjazdowe audiobooki

Dlaczego warto przekonać się do audiobooków? Już nawet nie chodzi o to, że można oddawać się lekturze jakby niechcący, przy okazji innych, zwykle dość jednostajnych czynności. Być może ważniejsze okazuje się to, że zyskuje się jeszcze jeden książkowy pułap, dodatkowy sposób odbioru treści, które znane lub z nadzieją na przeczytanie, nabierają  innego wyrazu. Niebagatelną rolę odgrywa tutaj lektor. Bywa nim autor, ale tutaj uwaga będzie skupiona na świetnie czytających aktorach, a jeszcze bardziej nad czymś, co wydaje się fenomenalne – jak dobiera się głos do treści. Coś, co może wydawać się wybrykiem producenta, w trakcie słuchania okazuje się najlepszą rzeczą, jaka w formie mówionej mogła przytrafić się danej książce.

Dorota Masłowska, Kochanie, zabiłam nasze koty, czyta: Katarzyna Dąbrowska – kilka rozdziałów trwało zastanawianie się skąd znam ten głos i dlaczego drażni, a jednocześnie wydaje się idealny do opowiadania o perypetiach młodej, baaaardzo współcześnie myślącej kobiety. Trudno nazwać inaczej coś, co wydaje się błahe, głupie, jednocześnie zabawne i przerażające, bo jednak obserwowane w rzeczywistości. Interpretacja aktorska jest tak świetna, że książka czytana na papierze już po odsłuchaniu, wydała się o czymś innym. Czy to nie wspaniale mieć jedną treść i kilka możliwości odbioru?

 

Sylwia Chutnik, Cwaniary, czyta Maria Seweryn – subiektywnie można stwierdzić, że to kolejny głos, który drażni tak bardzo, że aż kłuje w uszy. Ale jak łatwo się domyślić, trudno wyobrazić sobie lepszy do czytania o łobuzujących, sfrustrowanych kobietach, do przekazywania słuchającemu karykaturalnych nieraz obrazów, pełnych ważnych społecznie tematów. Warto poznać te treści na papierze, ale też audiobookowa wersja książki jest godna uwagi.

 

 

 

 

Alice Munro, Dziewczęta i kobiety, czyta Anna Cieślak – znów głos i sposób czytania odbiega od wyobrażeń o ugładzonym, profesjonalnie poprawnym nagraniu. Dziewczęcy,  momentami dziecinny głos, może nawet trochę flirtujący – a treść o kobiecości, ujętej od dzieciństwa bohaterki po dojrzałość, w różnych jej wymiarach.

 

 

Haruki Murakami, Kafka nad morzem, czyta Maksymilian Rogacki – chciałoby się zapytać skąd oni wzięli tego aktora? Beznamiętny ton i jednostajność – tak można przebyć 19 godzin, zapomnieć o świecie, przenieść się gdzieś na karty powieści, do świata który jest i nie istnieje, przeplata się z jakimiś bujdami. Podobnie z innymi książkami Murakamiego, które również zostały nagrane. Od niedawna jest w Barwnej trylogia „1Q84” i, jeśli zaakceptować Marię Seweryn jako Aomame, może wciągać tajemnicą równoległego świata oraz  głębokim głosem Tengo, użyczonym przez Piotra Grabowskiego.

 

Po beznamiętnym, jak zakładam celowo, głosie, można przenieść się do energicznie czytanej opowieści dziecięcej.
 

Mira Lobe, Babcia na jabłoni, czyta Wojciech Solarz – ale jak czyta! Jest moc i radość, jakby miał przy sobie dziecko, które z otwartą buzią delektuje się wypowiadanymi słowami.  Zarówno książka o zwariowanej babci, jak jej wersja mówiona może zafascynować i dzieci i dorosłych.

 

 

 

Z kolei Heidegger i hipopotam idą do nieba, autorstwa Thomasa Catharta i Daniela Kleina, mimo złudzenia, że przeznaczony dla młodych odbiorców, zaciekawi i rozśmieszy raczej starszych. Szczególnie, że tę filozoficzną wyprawę interpretują Jerzy i Maciej Stuhrowie, ze swoistą nutą lekkości, pomieszanej z chwilowymi przejawami powagi tematu, bo przecież o śmierć i jej następstwa chodzi.

 

 

 

 

I na koniec pozostał głos i talent interpretacyjny, który można nazwać wymarzonym przez wielbicieli lub potencjalnych słuchaczy. Treści czytane przez Krzysztofa Gosztyłę można polecać z zamkniętymi oczami dla samej przyjemności wsłuchiwania się w głębię głosu i poddawania się wyrazistym obrazom tworzonym przez ten głos, nawet, jeśli wydaje nam się, że nasza wyobraźnia jest na to nieco oporna. Oprócz prezentowanego „Dziennika” J. Pilcha, niesamowity aktor, o którym mowa czyta wiele innych audiobooków, dostępnych w Barwnej, m.in. Bezpieczną przystań N. Sparksa, trylogię Millenium S. Larssona czy przesympatyczne Gacie na maszt Alana Snowa.

 

 

Mariola Szupiluk